Po pokazie w Beeskow okazało się, ze wszystkim rowerzystom z drużyny Kinomobilny przydałaby się chwila odpoczynku. Tak oto spędziliśmy swoje „wakacje“ nad dużym jeziorem z prawie że morską plażą w okolicach Frankfurtu nad Odra. Dwa dni pełne słońca, w zależności od nastroju i ochoty, spożytkowane zostały na kąpiele wodne lub słoneczne. Jednak lenistwa nadszedł kres i należało powrócić na Polski by w kolejnej miejscowości wyświetlić nasz program filmowy. Jak dotychczas najbardziej ambitny plan podroży z dystansem 80 kilometrów, zmobilizował nas do wcześniejszej pobudki i szybszego pedałowania. Jednak postawienie sobie wyzwań takich jak większa odległość i próba przedarcia się przez szlaki rowerowe dodały naszej przejażdżce trochę smaku przygody. Teoria znalazła swoje odzwierciedlenie w praktyce. Trochę deszczu, potem upał, piach na leśnych ścieżkach, niezliczone podskoki na wybrukowanych drogach, aż w końcu drobne problemy z nawigacją na mapie sprawiły ze poczuliśmy presję czasu. O 16:30 musieliśmy być na miejscu by zrobić odpowiednia promocję. Decyzja była szybka: „Odcinek specjalny naszej trasy będzie przebiegał przez drogę krajową A2“. Cale szczęście pobocze było szerokie. Jeszcze kawałek leśnej trasy… i naszym oczom ukazała się skąpana w popołudniowym słońcu piękna miejscowość z jeziorem w środku miasta oraz wrastającą ponad nie wieżą zamku. Dotarliśmy do Łagowa.
Amfiteatr który służy tutejszemu festiwalowi filmowemu, już od lat sześćdziesiątych okazał się doskonalą lokalizacja dla Polsko - niemieckiego kina objazdowego. Tak samo urząd miejski doskonale porozumiewał się z miłośnikami filmu. Wspaniała gościna, chyba najbardziej niezwykła baza noclegowa w świetlicy informacji turystycznej sprawiły, ze poczuliśmy się wśród swoich. Podobnie stało się z ludźmi w mieście, uśmiechniętymi otwartymi i chętnymi wieczornych atrakcji. Od samego przyjazdu do tego miejsca do opuszczenia go mieliśmy wrażenie, ze znajdujemy się w idyllicznym zakątku, gdzie czas płynie swoim torem i dzięki temu można nawet przedłużyć projekcję o jeszcze jedną godzinę, której nikt nie będzie liczył.
Wedle tej zasady dnia następnego wyruszyliśmy niespiesznie z Łagowa na kolejny nocleg po stronie polskiej. Standardowe już problemy na leśnych drogach i niewielka wiedza na temat naszego punktu docelowego wpędziły w nas obawy, że trzeba będzie rozbijać namioty po zachodzie słońca. Znów mieliśmy szczęście. Trafiliśmy akurat o czasie do stolicy Rzeczpospolitej Ptasiej by spotkać się z jej prezydentem i ustawić swoje koczownicze schronienia w pięknym sadzie. Te noc mieliśmy spędzić w Słońsku, wiosce położonej w samym centrum rezerwatu ptaków. W domu, w którym gościliśmy z kolei okazał się siedzibą stowarzyszenia miłośników ptaków oraz miejscem goszczącym częstokroć ornitologów. Nasz gospodarz okazał się niezwykłym człowiekiem z głową pełną równie niezwykłych historii dotyczących jego miejsca zamieszkania. Dowiedzieliśmy się o tym, ze trafiliśmy do niegdysiejszego miasta założonego ponad 500 lat temu przez zakon joannitów, a także o jego skomplikowanej historii w czasach powojennych, kiedy to przyszło mu stać się na powrót wsią. Jednak dzięki Rzeczpospolitej Ptasiej, lokalnemu muzeum oraz inicjatywie mieszkańców przy wsparciu zakonu widać, że jest ono na drodze powrotu do swojej świetności. Była to chyba najmilsza niespodzianka na trasie jak nam się przydarzyła i dała z pewnością energię do dalszej podroży i odkrywania uroków Polsko – niemieckiego pogranicza.

ann
pepsi awol fleet free dating site humus elsie
Schreibe einen Kommentar